....w poszukiwaniu MIŁOŚCI....
poniedziałek, 01 września 2008
Razem za Jezusem!

 

 

„Razem za Jezusem nieśmy słowo i nadzieję, której brak!”

O tak! Do dziś rozbrzmiewają w moim sercu te słowa, które w prosty sposób obrazują główną ideę Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, które spotkało się na kolejnym już Pallotyńskim Spotkaniu Młodych w Ołtarzewie w dniach 29 – 30 września 2008 roku. Ojciec Pallotti z pewnością z błogim uśmiechem patrzył na swoich duchowych synów i córki, które w rytm przepajającej nas wszystkich miłości przeżywali kolejny rodzinny zjazd w Ołtarzewskim seminarium duchownym. Już od samego początku, już na warsztatach muzycznych, w których miałam szczęście uczestniczyć, służyć Bogu i innym mogłam odczuć niesamowitą serdeczność i otwartość moich sióstr i braci! Cztery dni gorących przygotowań, walki ze zmęczeniem i tak bardzo ludzkim lenistwem, z bolącym gardłem – powiem jedno: było warto! To wszystko, co złe, co słabe i niedoskonałe przestawało mieć znaczenie, kiedy wraz z setkami zakochanych w Bogu ludźmi wielbiliśmy Pana tańcem, radosnym śpiewem i modlitewnym skupieniem. Jak dobrze było się zobaczyć po rocznej przerwie, jak dobrze było poznać nowych ludzi, którzy tak samo jak ja tęsknią za szczęściem – ale nie tym ulotnym – którzy tak samo jak ja są zachłanni na wieczność! Tej radości w sercach nie mógł zagasić nawet padający chwilami deszcz. Kościół rozbrzmiewał tysiącem roześmianych głosów, dudnił od tanecznych kroków ludzi, którzy myślą i czują tak samo, którzy idą wzorem naszego ojca Pallottiego trudną, ale piękną drogą do świętości.

Po sprawnym zawiązaniu wspólnoty pod przewodnictwem wspaniałych wodzirejów przyszedł czas na sceniczne prezentacje tegorocznego hasła spotkania, które brzmi, tak jak pierwsze słowa hymnu: „Razem za Jezusem”. Wprowadzeni w ten sposób w pallotyńskie klimaty udaliśmy się na obiad, aby pokrzepieni móc uczestniczyć w przygotowanych warsztatach tematycznych.
Spotkanie dotyczące ewangelizacji we współczesnym świecie, które prowadził Witek Wilk (znany i lubiany perkusista) wraz z dk Krzysztofem Kralką było dla mnie niezwykłym doświadczeniem i przydatną lekcją. Widoczne znaki działalności Boga, podczas modlitwy o uzdrowienie kończącej warsztat, w którym uczestniczyłam dały mi wiele do myślenia i motywacje by jeszcze głębiej zaufać Bogu by walczyć z niewiarą i brakiem ufności. Wiele uleczonych z różnych dolegliwości osób, świadectwa... Namacalna obecność Boga.

Po tych mocnych doświadczeniach przyszedł czas, aby się rozerwać – koncert seminaryjnego zespołu A.I.D.G a następnie znanej formacji Full Power Spirit pozwolił nam po raz kolejny uwielbić Boga poprzez muzykę. Te dwa występy rozdzielała pyszna kolacja i niezwykle ciekawa, prawie godzinna konferencja ksiedza Krzysztofa Marcynskiego SAC, po której wszyscy zgodnie przyznali mu rację, ze „nie wystarczy nam opakowanie po Miłości” i „nokia conekting people”- każdy z nas potrzebuje wspólnoty! Ten obfity dzień zakończyło nabożeństwo uwielbienia – czas, by to wszystko, co przeżyliśmy i jeszcze przeżyjemy, także już po powrocie do domu powierzyć Chrystusowi, by podziękować Mu za wszelkie dobro, jakim nas obdarza.

 Kolejny dzień był wielkim świętem radości! Poranna medytacja a następnie Msza Święta dopełniły całości, ale jak to zostało powiedziane podczas rozesłania: „to nie koniec, a początek!” Teraz trzeba iść i głosić innym tę wielką Miłość i radość. Po długim i serdecznym pożegnaniu wróciliśmy do swoich domów.

A teraz? Teraz już część z nas rozpoczęła kolejny rok szkolny, wkrótce zacznie się także rok akademicki – mamy szerokie pole działania, które potrzebuje naszych sił i zapału, przed nami wielu, którzy potrzebują naszego świadectwa! A więc „(...) Złączmy serca swe, nieśmy miłość w świat. Za Jezusem razem chodźmy, by przemienił nas!” :)

czwartek, 12 czerwca 2008
wyciągnięte z worka wspomnień

Refleksje po spotkaniu z panem Henrykiem Merchelem w dn.23.10.2007r

Dzisiejsze spotkanie uświadomiło mi, że czasem ludzie niewidzący widza lepiej od nas :)

Pan Henryk powtarzał: "widzę", choć my dobrze wiedzieliśmy, że to fizycznie niemożliwe. Patrząc głębiej była to prawda! On widzi o wiele więcej niż ja, niż być może Ty. Ważniejsze od tych "normalnych" są oczy duchowe. Można być najmądrzejszym człowiekiem świata (wg ludzi oczywiście) a nie rozumieć najprostszych rzeczy, których czasem zrozumieć się nie da, bo do nich potrzebna jest wiara.

Staramy się wszystko wymierzyć, wyważyć, przemyśleć, dowieść - po co?

Tych najważniejszych spraw nie można ująć w jakieś ramy, posegregować w kategorie! Czy ktoś kiedyś zważył miłość, albo podał ile wiary w człowieku jest potrzebne, żeby żyło się lepiej? :) Fenomen prostoty, która daje szczęście.

Zauważyliście, że czasem "zwykli ludzie" dochodzą w jednej chwili do tego, do czego "mądrzy tego świata" dochodzą w 10 lat? - czy to nie jest dziwne? I każdy z nas jest takim ślepcem, który potrzebuje białej laski, każdy z nas jest tym duchowym niewidomym, który potrzebuje oprzeć się na Chrystusie, który nie tylko bierze na siebie nasz ciężar, ale też pozwala uniknąć nieprzyjemnych przygód, potknięć na drodze - jest jak ta laska dla człowieka ociemniałego.

Fenomen pana Henia: pomimo, że sam jest chory i wcale nie łatwo mu się żyje pomaga innym chorym, umierającym. Pracuje jako wolontariusz w hospicjach. Codziennie styka się z bólem, cierpieniem a jego twarz jest pogodna i myślę, ze twarze tych cierpiących też stają się bardziej radosne, kiedy spotykają tego człowieka. On nie prawi morałów, jaki to Pan jest Dobry, jak to powinno się Go słuchać i nie narzekać - on po prostu jest i tym swoim byciem więcej mówi o Bogu niż niejeden teolog! Chciejmy i my być takim "przedłużeniem ręki Boga" dla innych i patrzmy uważnie z zamkniętymi oczyma, bo wtedy widzi się więcej :)
poniedziałek, 26 maja 2008
ZAK
Kiedy oddajesz siebie, cale swoje życie Bogu jest to, myślę, jedna z najpiękniejszych chwil w Twoim życiu. Sądzę, że wielka radość panuje nie tylko w Twoim sercu, ale także w sercach innych ludzi, w sercu Boga i w całym niebie.
Mówi się,ze za osobą kochaną "wskoczyłoby się w ogień". Nie mamy okazji skakać za Bogiem w ogień każdego dnia, ale naszą miłość do Niego możemy okazywać w inny sposób. Być moze jest to o wiele trudniejsze niż ta jedna dezcyzja, podjęta pod wpływem emocji, pod wpływem chwili, to jak "być albo nie być" wybrane w jednej sekundzie. Oddając swoje życie Bogu każdego dnia masz aż 24 godziny razy całe życie, zeby móc się nad tym zastanowić. Chwila pokusy,zwątpienia, zawahania - jakież to normalne dla człowieka. Wielka odwaga, czyste, szczere serce, zaufanie... Jak pięknie być BOŻYM człowiekiem.
Kiedy 24 maja 2008 roku uczestniczyłam w uroczystości przystąpienia 9 osób do Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego czułam, że to jest coś bardzo ważnego w ich życiu, w życiu całego Kościoła Katolickiego. 9 osób naodziło się w sposób szczególny do Apostolstwa, do rozgrzewiania wiary, do bycia dla Boga i dla ludzi. Wspaniały obraz - obraz wspólnoty, przełamującej wszelkie granice - granice miejsca zamieszkania, powiatu, diecezji, zainteresowań, stanu, wzrostu ;) Wspaniały obraz Boga we wspólnocie, wspaniałe świadectwo! Chwała Panu za tych ludzi, chwała za dzieło ZJEDNOCZENIA APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO!


25 maja byla moja 10 rocznica przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej!
17:08, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 maja 2008
WIele małych i większych cudów nawiedza ostatnio mój mały, jarząbkowski świat. Bożą obecność można dostrzec na każdym niemal kroku, Jego łaskę, niemalże dotknąć! Nie jest prosto życ z Bogiem - ale bez Niego - aż strach myśleć. WIele się wydarzyło w ostatnim czasie. Nie wiedziałam, że można aż tak bardzo przeżywać czyjąś spowiedź, aż tak bardzo cieszyć się, że osoba, która z Kościołem raczej się nie utożsamia poczuła potrzebę pojednania sie z Chrystusem. To był chyba taki podwójny cud: nie tylko dla niej ale także, a może przede wszystkim dla mnie? Warto żyć dla takich chwil. A moze to jest szansa dla mnie, aby zrealizować wezwanie Benedykta XVI, aby choć jedną osobę w ciągu roku przyprowadzić do Boga.


wiosna w pełni - matura ku końcowi - wiele planów na wakacje, na przyszłość - oby było w nich miejsce dla Ciebie Panie :)


Polecam modlitwie wszystkich tych, którzy będą tutaj zaglądali grupę Gnieźnieńskiej młodzieży, która 24 maja wstąpi do ZAK'u (Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego) w Gnieźnie - to będzie wielkie święto! (http://www.zak.ddmgniezno.pl)


I jeszcze zapraszam do zapoznania się z propozycją spotkania w Ołtarzewie - szczegóły można odnaleźć w zamieszczonym nieudolnie niżej banerze :)
18:29, monika.palloti
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 maja 2008
Namacalnie
Czasem są takie chwile, ze już masz dość. Zdaje Ci się, że wszystko sie wali, nie ma sensu, że wszystko już przegrane. Jednak są takie gry na świecie, a raczej trzebaby było powiedzieć - w życiu ludzkim - w których nie jesteś zdany tylko na siebie. Pięknie o tym pisała Wierzba na swoim pgotoblogu (http://www.photoblog.pl/wierzba87). Niewątpliwie w życiu ludzkim taką grą jest - samo życie :) Masło maślane? - nie do końca :D
Na to jedno człowiecze życie składa się wiele etapów. Etap dieciństwa, etap dorosłości, lizeum, studiów.... każdy w pewien sposób dzieli swoje życie na własne kategorie. To tak jak kolejna partia w grze, kolejny etap - poziom. Myślę, ze najgorszą z wszystkich rzeczy jakie mogą człowieka spotkać podczas tej walki na "polu bitwy" to samotność. Nie do wytrzymania jest świadomość, że jest się samemu, tak samo jak przekonanie, że nasze życie to walka z wiatrakami, że i tak musimy przegrać. Ja - często taką bitwę toczę - zdaje się - beznadziejną. Straszne są to chwile w moim życiu. Pustka, ciemność, zawahanie. Po takich chwilach jednak bardziej docenia się to światło, które pojawia się wżyciu dzięki innym osobom, dzięki Bogu. Bo to On jestnajlepszym partnerem w tej grze i zarazem jej celem i nagrodą.
Własnie taki trudny etap w życiu przechodzę: kilka spraw nałożyło się na siebie. I choć nie jest to jakaś tam ciemność duchowa, to jest to ciemność a raczej strach przed przyszłością, maturą - zwątpienie w swoje możliwości. Jak bardzo sie cieszę, ze w takich chwilach mam Boga, że mogę Mu powiedzieć: "Boże ja już nie mam sił, jużnie mogę dalej - weź to w swoje ręce". Wiecie? - pomaga! Jak dobrze, że mam ludzi, którzy pamiętają i wesprą także w modlitwie! Takie promyki słonka, na ten nieciekawy czas. A moze własnie ciekawy?
Dziś - piękny prezent dostałam - różaniec wykonany przez moją koleżankę, przez osobę, która wiem, że się za mnie modli! Czy można dostać coś piękniejszego niż modlitwę?!
18:38, monika.palloti
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 maja 2008
Miało nie być notki aż do matury, jednak maj skłania do przemyśleń. Nie będzie to jednak jakaś filozoficzna, mądra notka - będzie taka prosta jak gwóźdź w krzywym płocie ;)

Maj... czy to przypadek, że ten piękny Maryjny miesiąc zaczyna się wspomnieniem św. Józefa? :) Oj będzie on miał dzisiaj dużo roboty za moją sprawą.

Kiedy we wspólnocie Kościoła śpiewaliśmy nabożeństwo majowe poczułam sie jak taka mała dziewczynka - lubię to uczucie. Powróciły wspomnienia - maj... uroczy maj, maj pięknych, bolesnych wspomnień. Będzie dobrze! I ja powierzam swoją maturę Matuli.

Rok - ten czas tak szybko leci. Zeszłoroczny maj zmienił w dużym stopniu moje życie, gdyby go nie było, wiele spraw potoczyłoby się inaczej - czy lepiej? - nie wiem. Dobrze jest jak jest, a ten maj przeminie - może też będzie taką rewolucją życiową?

I znów- powrót do Myslovitz, powrót do marzeń, do tęsknoty, przemyśleń. To już niedługo, już niedługo pielgrzymka, praca, Taize - być może. Już niedługo wiele zmian, a najbliżej? matura! Ona mnie przeraża, sprawia ze się nie wysypiam, a w łóżku obok mnie leżą kolorowe zakreślacze, repetytoria, podręczniki zeszyty, ćwiczenia. Uczę się i modlę - tyle mogę w tej spawie zrobić. Przerażona jestem, ale ufam, że On pomoże:)

Melancholijnie, magnoliowo, Bożo mi :)
a z tch bardziej praktycznych spaw: zdałam prawko, dostałam prace w spożywczaku (na okres wakacji) ukończyłam ILO w Gnieźnie z nienajgorszymi wynikami i jest OK. Teraz matura - kto ma chwile czasu przy wieczornym pacieżu niech o mnie pamięta :)

20:11, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 kwietnia 2008
In the arms of an angel...

Aniele Boży


Aniele Boży Stróżu mój
ty właśnie nie stój przy mnie
jak malowana lala
ale ruszaj w te pędy
niczym zając po zachodzie słońca
skoro wygania nas
dziesięć po dziesiątej
ostatni autobus
jamnik skaczący na smycz
smutek jak akwarium z jedną złotą rybką
hałas
cisza
trumna jak pałacyk
ładne rzeczy gdybyśmy stanęli
jak dwa świstaki
i zapomnieli
że trzeba stąd odejść Anioł
są takie chwile kiedy się odchodzi
od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów
od tych co wysoko
od tych co w pobliżu -
do Jezusa człowieka
niziutko na ziemi
Anioł nie zrozumie nie wisiał na krzyżu
i miłość zna za łatwą skoro nie ma ciała

Twardowski Jan

?
18:20, monika.palloti
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 kwietnia 2008
protest!
   Dziś postanowiłam wnieść oficjalny protest przeciw miłości! Tak - zgadza się! protestuję! Mam dość słów "kocham cię", "będę z Tobą zawsze", "jesteś najsłodsza". Koniec! Koniec z miłością - czas na Miłość!

   Ludzie tak często narzekają, że wokół tyle zła, nienawiści, afer i wojen. A ja zauważam tyle "miłości". W szkole widuję trzymające się za ręce koleżanki, wyznające sobie miłość i wierność, ze już zawsze ale tak naprawdę zawsze mogą na siebie liczyć, że mogą sobie ufać, ze są najcudowniejsze i wogóle. Jaka "piękna" scena. szczegół, że tydzień później te same koleżanki patrzeć na siebie nie mogą, bo "coś tam". To zaczyna robić się niezdrowe! Czasem nawet mi się patrzeć nie chce. Miłość rozdawana na prawo i lewo. Miłość? Raczej imitacja miłości! Bo dla mnie miłość to coś wyjątkowego, to coś, na co całe życie się czeka, co otrzymuje się od najbliższych osób! A tutaj? "kocham cię", bo już znam cię aż 2 dni i jesteś "fajna". NIE! Tak daleko nie zajdziemy! Owszem - ja kocham moich znajomych, kocham, a przynajmniej staram się kochać wszystkich ludzi, ale to nie jest taka miłość o której się tu i ówdzie mówi, o której trąbi się całemu światu. To nie jest taka miłość w odpowiedź na którą całuje się byle kolegę i byle koleżankę (nawet przez inną koleżankę) w usta! Nie tędy droga! Jesteś przeciwny związkom homoseksualnym? A popatrz, czy także Twoje zachowanie czasami nie jest im podobne, choć być może Twoje przekonania wcale nie są zbierzne z przekonaniami tych ludzi! Ile razy w ciągu dnia wypowiadasz słowo "kocham"? ile razy i do kogo!? Czy na pewno jest to szczera miłość, czy to jest na pewno "to", czy być moze jest to słowo, które tak bardzo wyjałowiało, które stało się chlebem codziennym, ale takim, który zaczyna się przejadać, do którego zaczynasz się przyzwyczajać tak, że w końcu pogubisz się i już nie bedziesz wiedział co to tak naprawdę Miłość?!

Pomyśl ...

17:19, monika.palloti
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
o nowy wstaje dzień
6.00 - niemiłosierny głos budzika w telefonie (w końcy trzebaby było zmienić go na inny, żeby nie wywoływał nieprzyjemnych dreszczy). Jeszcze należy się poprzekręcać z boku na bok (conajmniej 100 razy), ustawić i wyłączyć 10 "drzemek" i przyjać pukającą do zaspanego muzgu świadomość: czas wstawać!
...
Otwieram jedno, później drugie oko (z tym drugim zawsze jakoś tak jest większy problem) i obiecuję sobie: jak doliczę do 10 na pewno wstanę, po czym po chwili dodaję: już naprawdę tylko do 3!
Dobra - koniec leniuchowania. Z otwartymi obojga oczami (hmmm dziwnie  to brzmi) spoglądam po pokoju - bałagan jak zwykle, później badam czy świeci słońce, aż w końcu wzrok mój siłą rzeczy pada na obraz wiszący nad łóżkiem, właśnie w tej chwili, w której najchętniej by się powiedziało: "Panie dlaczego ta noc jest taka krótka?!". A więc, mój wzrok siłą rzeczy pada własnie na ten obraz, własnie w tej chwili i ta chwila okazuje się najbardziej motywującą  podczas całego tego ranka. Zwlekam się z łóżka, klękam, omdlałymi rękoma robię znak krzyża, modlitwa (niezdarna jak zawsze i zawsze później skwitowana: przecież mogłam lepiej), goraczkowe szykowanie się do szkoły, śniadanie na ostatnią chwilę, kilka kłótni na minutę i już siedzę w samochodzie. Przystanek... przystanek, którego nie ma, tylko stoi się pod murem, ale całkiem tam przyjemnie, szczególnie kiedy słońce wschodzi, kiedy można jeszcze "dopełnić" modlitwę. Dobrze,kiedy pod tym murem można stać i nucić radosną piosenkę uwielbienia, bo gorzej, kiedy do głowy nasuwa się żałobna pieśń z powou nadciągającej męki w szkole. Autobus: jeden, drugi (w najlepszym przypadku), szkoła, bieganina, ksero, klasa, sklepik, "o rany nie zrobiłam zadania", sprawdzian (ściągać, nie ściągać?), musze się douczyć, musze przeczytać, pani dyrektor, aula, próba - dzwonek... Niezapomniana chwila w ciągu dnia, kiedy wszystko puszcza i można iść... Powrót do domu, obiad, chwila - komputer (ostatnio coraz mniejsza chwila), nauka, walka z lenistwem, srach przed maturą, kolacyjka, myjanko, modlitwa (niezdarna jak zawsze i później skwiowana: przecież mogłam lepiej), łóżko z książkami, później książki bez łóżka, tzn. pod łóżkiem - sen. Niemiłosieny dźwięk budzika: "Panie czemu ta noc tak krótko trwa...".....


Monotonia dnia codziennego, z pozoru takiego, jak każdy inny, a tak naprawdę wyjatkowego, jednak niezauważanego przez nas. Brniemy do przodu i do przodu, mając coraz mniej czasu na przyjaciół, znajomych, na radość. Stres  największa broń nowoczesności w walce ze spokojem człowieka. Nieustanna gonitwa: kto pierwszy, kto lepszy. Brak czasu na refleksje. KIM JA TAK WŁAŚĆIWIE JESTEM?! Czy to pytanie tak często musi do nas wracać? Czy znamy na nie odpowiedź, czy znamy swoje miejsce? Tak?! Nie?! - chyba rzeczywiście nie, skoro kolejny młody człowiek pożegnał sie z tym życiem, kolejna dziewczyna próbowała się otruć, lecz miała więcej szczęścia niż rozumu. "I dudni, i stuka, łomoce i pędzi, A dokąd? A dokąd? A dokąd?"
DOKĄD? DOPOKĄD? jak zapytał kiedyś wieszcz? DOPOKĄD? Do śmierci! Bo aż do śmierci trzeba, ale tej prawdziwej, nie tej udawanej, wymuszonej przez środki farmaceutyczne, czy techniczne! Do prawdziwej, godnej człowieka śmierci, bo to jest meta i innej nie ma. Metę ustala sędzia a nie zawodnik. Później Cię oceni za tasę, za staranie się, za styl. Co Mu powiesz? Że każdy dzień był taki sam, że wpadłeś w rutynę, że nie chciało ci się nic zmieniać, bo PO CO?
Pustelnicy każdego dnia powtarzają te same czynności. Kiedy spytasz ich, czy są szczęśliwi, pewnie odpowiedzą Ci że tak, odpowiedzą Ci, że każdy dzień jest tak piękny, bo otrzymałeś go od Pana. Nie zmarnuj tej szasy!
piątek, 28 marca 2008
TO MIŁOŚĆ!
:) W sumie - całą notkę można by zapełnić uśmiechami, bo MIŁOŚĆ to przecież radość. Radość mimo wszystko, radość z cierpień, radość z bólu,z dawania siebie, z utraty czasu dla drugiej osoby, ze wspólnej rozmowy. MIŁOŚĆ jest trudna, ale przecież tylko tego tak naprawdę człowiek w życiu pragnie. Czasem ktoś poświęci cale swoje życie na stawanie się lepszym, na to, żeby osiągnąć zbawienie - dlaczego? Bo kocha, bo ma w sobie MIŁOŚĆ, bo kocha Tego, który go do tej MIŁOŚCI powołał. Mama kocha tatę, dzieci - rodziców, babcia - dziadka. Piękny jest świat, pełen MIŁOŚCI, jednak kiedy jej brakuje, kiedy ktoś przeczy temu pięknemu uczuciu.... jak źle nam wtedy na ziemi.
Czasem mówi się, że na swieci powinno być więcej MIŁOŚCI, narzekamy, biadolimy, ale czy coś robimy w tym kierunku? Nie - nie mówmy, że nie mamy wpływu na ludzi - po prostu zacznijmy od siebie, od teraz - nie od jutra. Zacznijmy od uśmiechu na twarzy - z nim będzie prościej kochać :)
16:15, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 marca 2008
Baranku wielkanocny

Baranku wielkanocny coś wybiegi z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda że trzeba stać się bezradnym
by nielogiczne się stało
Baranku wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu



Na święta: tego, by każdego dnia szukać, od nowa, czy też w dalszym ciągu, by nigdy nie było pewności, że już wszystko sie osiągnęło, żeby uwierzyć od nowa i tak po prostu, by radować się każdego dnia i każdego dnia się nawracać, aby te święta dokonywały się bardziej w sercu niż na papierze.
16:04, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 marca 2008
Serce
Kiedy wraz z tysięcznym tłumem stoi się pod Krzyżem, ma się wrażenie, jakby Jego serce było naszym, jakby tłukło się w naszej piersi - coraz szybciej i szybciej....

Stojąc pod Krzyżem na Poznańskiej Cytadeli, człowiek wyobraźnią, wiarą i sercem przenosi się na Golgotę. To nie jest zwykły teatr, codzienna szopka, przedstawienie. Około 2 godzinne rekolekcje. Chwila ciszy, przeraźliwe grzmoty, głosy, a wszystko tak jakoś ze środka, z głębi duszy, jakby to wszystko działo się w nas. Tłumy ludzi - zapewne jak wtedy - tysiące lat temu. Wzdłuż drogi, którą przebywa tłum, a wśród niego Jezus, idziesz ze wszystkimi do celu wędrówki. Idziesz ze wszytkimi, a jednak tak jakoś sam. Bo to Twoja droga! To Twoja droga, Twój jest także Krzyż, w którego niesieniu może Ci tak naprawdę pomóc jedynie On nikt inny. Także i w Jego Krzyżu możesz Mu pomóc Ty - nie kto inny! Nie można spychać odpowiedzialności za Krzyż Chrystusa, za Jego śmierć na innych. To Ty, to Ty i ja - każdy osobno jest za nią odpowiedzialny. Jezus nie umarł przez i za tych, którzy żyli w czasach Mu współczesnych! On tam z wysokości Krzyża widział już mnie, moją rodzinę, moje dobre i złe strony. Dlaczego więc nie oddać Mu siebie, nie poświęcić swego czasu na spotkanie z Nim, na rozmowę, na proste BYCIE?

Kiedy wraz z tysięcznym tłumem stoi się pod Krzyżem, ma się wrażenie, jakby Jego serce było naszym, jakby tłukło się w naszej piersi - coraz szybciej i szybciej....

Tak sobie pomyślałam... Gdyby Boga nie było - nie byłoby też mnie. Przecież nasze serca to jedno i moje tylko dlatego bije, że bije Jego....

środa, 12 marca 2008
Korona

tulić Jego głowę z pierwszymi włosami
w Betlejem pod gwiazdą uprzejmie schyloną
w Nazarecie głaskaną Maryi rękami
kto przytuli do siebie z koroną cierniową

J. Twardowski



Już coraz mniej czasu - czy coś zrobiłam ze swoim życiem?
poniedziałek, 10 marca 2008
I Ty możesz pomóc!
Apeluję do ludzi dobrej woli. Tak niewiele potrzeba, aby pomóc bliźniemu! Chodzi o młodego chłopaka - Adriana, który obecnie jest w śpiączce. Jeśli chcecie bliżej poznać Jego historię - wejdźcie tutaj: http://pomocadrianowi.prv.pl/pl/001/


Wystarczy niewiele: modlitwa, a kogo stać (myślę, że wszystkich!!!!!) niech wyśle sms'a o treści POMAGAM na nr: 7126

a tu potwierdzenie, że nie zmyślam nr, ani innych danych: http://uwaga.onet.pl/1474506,archiwum.html
20:22, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 marca 2008
Gdzieś trzeba się zacząć

To niemożliwe, będąc w Mogilnie, nie zajść do Klasztoru. Tu są początki nie tylko miasta, ale korzenie Polski. Kto umie czytać „z kamieni” wehikułem wyobraźni może cofnąć się w XI stulecie. Czarni mnisi, duchowi synowie św. Benedykta budowali w tym miejscu i z kamienia, i z ducha. Studnia symbolizująca źródło Wody Żywej – „uobecniała” jakby Chrystusa, wokół Którego wszystko się tworzy i odnawia. Dziś, ta sama studnia, najstarsza z zachowanych w Polsce, jest sercem Europejskiego Centrum Spotkań „Wojciech-Adalbert”.

Klasztor Mogileński znowu jest domem. Każdy może znaleźć tu dach nad głową, serdeczne powitanie, chleb na stole. Przybywają tutaj pojedynczy pielgrzymi lub turyści, rodziny i grupy. Dysponujemy ponad sześćdziesięcioma miejscami noclegowymi, zapleczem kulinarnym, salami na spotkania. Warunki są skromne, ale potrafimy sprostać standardom schroniska europejskiego.

Romańskie krypty zapraszają do medytacji, wirydarz do ukojenia duszy
w rajskim klimacie, benedyktyńska kuchnia do pokrzepienia ciała. Nasi Goście powracają do Mogileńskiego Monastyru. Bo on zapada w serca, jest „jakoś nasz” – wspólny. Łączy nas tajemnica wieków, duchowe dziedzictwo i całkiem teraźniejsza potrzeba odnalezienia głębi ciszy, piękna natury i doświadczenia Boga.




tekst nie mój - pochodzi ze strony: http://www.klaszor.mogilno.com.pl
Dlaczego go tutaj umieściłam? Bo z  tym miejscem jestem silnie związana uczuciowo, sentymentalnie i jakkolwiek inaczej. Mogę powiedzieć, że dużo wyniosłam z tych murów,mam nadzieję, że też trochę udało mi się wnieść. Rekolekcje RCS, Dni Benedyktyńskie, comies
ieczne spotkania najpierw kolońskie później (obecnie) "Droga do Sydney". Jak dawno mnie tam nie było. Jak bardzo tęsknię do monastyru, do ludzi, którzy tworzą klimat tych spotkań, wnoszą ducha... To, co autor tekstu w nim napisał jest prawdą - klasztor mogileński jest jak dom, w którym można się zatrzymać, odpocząć, odszukać siebie. Pamiętam, było kiedyś takie spotkanie "subiaco - czyli gdzies trzeba się zacząć" mówiliśmy o zwrotnym pkt w życiu, takim, jakim dla Benedykta było Subiaco. Można powiedzieć, ze dla wielu osób tym punktem jest klasztor w Mogilnie. Zachęcam każdego, kto tylko chce, aby tam zawitał - warto zaczerpnąć tego ducha, posłuchać historii, odnaleźć siebie.


18:49, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 marca 2008
Jak ożywczy deszcz...
Czasem wystarczy najdrobniejsza rzecz, która pomoże odzyskać radość, pokój w sercu, siły... Czasem wystarczy uśmiech bliskiej czy też nieznanej osoby, by i na naszą twarz wrócił uśmiech. Spotkanie małej dziewczynki, która po szkole idzie na grób mamusi, żeby się pomodlić, miły pan, który ustąpił pierwszeństwa przechodząc przez drzwi, spotkanie dawnej znajomej.... Tyle radości na świecie. I choć oczekujemy wichury, choć jest lęk, strach przed wichurą naszego życia, warto pamiętać o tych drobnych radościach, które budują wielkie szczęście. "jak ożywczy deszcz..." - chodzi ta piosenka za mną od pewnego czasu, teraz, kiedy nie ma czasu na wiele przyjemności, na które czas chciałoby się mieć - cóż. Nawet taka piosenka, nawet taka modlitwa daje wiele radości. Akumulatory podładowane, przerażenie rośnie, ale jest jakaś ufność i nadzieja, że On pomoże. Co prawda - fakem jest, że zbyt późno zabrałam się do pracy... :(
"Ratuj Panie bo giniemy" (mt.8,25)
niedziela, 24 lutego 2008
Otwarta Brama - czyli pobyt u Mamusi

„Otwarta brama”

23 luty, godzina 3.45. Spokojna i dotąd opustoszała, jak zwykle o tej porze ulica Dworcowa zaczyna tętnić życiem. Dziesiątki osób, którym nie przeszkadza wczesna pora ani też wiejący silnie wiatr, oczekują by wyruszyć w podróż. Wyjątkowa droga – pielgrzymka maturzystów archidiecezji Gnieźnieńskiej na Jasną Górę.

Chwila na zregenerowanie sił i już jesteśmy na miejscu. 10.00 - pierwszy punkt programu – konferencja ks. Marka Dziewieckiego – „Bądźmy uczniami Chrystusa”. Wiele pięknych i ważnych słów, które warto wykorzystać w życiu codziennym. Ksiądz - doktor psychologii, mówi do nas zrozumiałym językiem o sprawach trudnych, często wstydliwych, stanowiących tematy tabu. „Mamy być dobrzy i mądrzy (...) Dobrzy aż do świętości włącznie i mądrzy, czyli dobrze - mądrzy i mądrze - dobrzy” Ks. Dziewiecki nawołuje do realnego patrzenia na świat i podkreśla, że chrześcijaństwo wzywa nas do myślenia. Nie mamy być naiwnymi i biernymi świadkami Jezusa, mamy być: „(...) Nieskazitelni jak gołębie, ale sprytni jak wilki”.
Naładowani tymi słowami i nadzieją na dobrą przyszłość wraz z Jezusem Chrystusem oraz pokrzepieni radością płynącą z osoby prelegenta udajemy się do Bazyliki pod wezwaniem Świętego Krzyża i Narodzenia Matki Bożej, by przeżyć centralny punkt dnia - spotkać się z Chrystusem i powierzyć Mu nasze troski i zmartwienia, nie tylko te związane z matura, ale i całym naszym życiem.

Godz. 12.00 – Eucharystia, pod przewodnictwem Ks. Bp Wojciecha Polaka, który podczas homilii zwraca się do nas z tymi słowami: „Umiłowani maturzyści, moi drodzy młodzi przyjaciele. Egzamin dojrzałości zamyka w waszym życiu pewien etap i waszej młodości, i waszej szkolnej edukacji. Ale ten sam egzamin, jakby ‘otwarta brama’, wprowadza teraz w nowy etap drogi życia (...) Od was zależy wasza przyszłość i to zarówno w tych osobistych wymiarach, marzeniach, które nosicie w sercu, ale także w tych wymiarach wspólnotowych, od tej najmniejszej, pięknej wspólnoty, jaką jest rodzina, aż po te wymiary życia społecznego – mówi kaznodzieja - Myślę, że nic dziwnego, że w takich chwilach szukamy pomocy, szukamy światła na drogę, bo ludzkie życie jest drogą, drogą, jak nam powiedział papież Benedykt, na której człowiek stawia sobie pytanie: 'Do jakiego celu, jak odnaleźć kierunek tej drogi, jak odnaleźć szlak?' (…) Dlatego przychodzicie dzisiaj do Niej, dlatego od Niej, od tej Matki pięknej miłości i poznania, i nadziei życia, i drogi, i prawdy, od tej Matki chcecie się uczyć i zobaczyć jak wziąć światło na drogę”.

Nie wiem, o co będziesz dzisiaj prosił przed Jej Cudownym Obrazem tutaj, na Jasnej Górze dla siebie. Ja bym Ci podpowiedział: proś o wiarę w Boga, o silną wiarę, o światłe oczy dla twojego serca, o takie zaufanie wobec Boga i Jego zamysłów, które pozwoli ci niejako od wewnątrz budować twoją przyszłość, bo taki dom, wznoszony na tak solidnym fundamencie przetrwa burze, przeciwności – radził Bp Wojciech Polak - Maryja właśnie pod krzyżem stała się dla nas Matką wierzących i z tą wiarą poszła ku porankowi Wielkiej Nocy”.

Podczas tej Eucharystii naprawdę odczuliśmy, że stanowimy nie tylko wspólnotę uczniów, ale także wspólnotę osób wierzących, których łączy jeden i ten sam Bóg, w którym wszyscy pokładamy nadzieję. Homilia Ks. Bp uświadomiła nam, że nie należy zatrzymywać wzroku na Egzaminie Dojrzałości, ale pamiętać o tym, co najważniejsze, co może nam pomóc w budowaniu całego naszego życia. Piękna liturgia, przygotowana przez L.O im. Juliusza Słowackiego z Kruszwicy, wspólny śpiew prowadzony przez uczennice I LO im Bolesława Chrobrego w Gnieźnie pomagają przeżyć nam głębiej to spotkanie z Bogiem i wsłuchać się w Jego glos. Następnie jeden z bardziej wzruszających etapów naszej pielgrzymki: godzina 11.30 - zawierzenie naszego życia, trosk, a w szczególności najbliższego czasu, poświęconego maturze i wyborowi drogi życiowej przed cudownym obrazem Matki Bożej w jasnogórskiej kaplicy, prowadzone przez uczniów z Zespołu Szkół Licealnych w Strzelnie. „Chcemy zawierzyć wszystkich maturzystów – mówi Sebastian Antkiewicz z Kruszwicy – Żeby Matka Boża nami się opiekowała w tym trudnym dla nas czasie i zaniosła wszystkie nasze prośby przed oblicze swojego Syna” Chwila wytchnienia, możliwość osobistego spotkania i rozmowy z Bogiem, a następnie: godzina 15.00 - Droga Krzyżowa na Jasnogórskich wałach, przygotowana przez Zespół Szkół Ekonomiczno – Handlowych w Żninie.
Ostatnia możliwość spojrzenia w oczy Jasnogórskiej Pani i....

Godzina 16.30 – przyklasztorny parking – czas się pożegnać.

Wzruszenie, radość i pokój w sercu – wszystkim z nas te uczucia towarzyszyły podczas tej pielgrzymki. Troszkę ulepszeni, być może bardziej „(...) nieskazitelni jak gołębie, ale sprytni jak wilki” – wracamy do domu, do szkół, by przeżywać codzienny egzamin dojrzałości.

mp

niedziela, 17 lutego 2008
ZNAK
CZym jest dla Ciebie KRZYŻ? CZy to kolejny talizman na szczęście, czy może piękna ozdóbka, która w połączeniu z mega wyzywającym dekoltem daje nieziemski efekt, wiążący sie w skutkach z tym, że jesteś pożądana przez wszystkich chłopaków na ulicy? Czym są dla Ciebie te dwie belki!? Często można je zauważyć  na piersi chlopaka z rozpiętą koszulą podczas piątkowych dyskotek, zabaw, właśnie w tym dniu, kiedy Chrystus najbardziej odczuwał je na swoim ciele. Ich ciężar być może mówił Mu o Tobie! Czy wiedział, że kiedyś ten znak cierpienia będzie traktowany w ten sposób? Jakich KRZYŻY to ja nie widziałam! Były już różowe, zielone, z cekinkami, z pieszczochami - tak żadko wisiał na nich Chrystus. Dla Niego nie było już na NICH miejsca. Nie było dla Niego, nie było dla Ciebie, gdyż postanowileś maksymalnie wyeliminować cierpienie ze swojego życia.  Nie udało się? Myślałeś, że odrzucając KRZYŻ będziesz mógł zapomnieć o cierpieniu, a tak naprawdę, dopiero wtedy upadłeś, jak jeszcze nigdy dotąd! Czy zastanawialeś się, dlaczego tak często ludzie prawdziwie wierzący o wiele lepiej znoszą tragedię w swoim życiu niż Ci, którzy nie myślą o Bogu nawet wtedy, kiedy idą w niedzielę do kościoła, bo ich podstawowym błędem jest to, że idą do kościoła a nie do Przyjaciela? Dlaczego ten znak, który nasi przodkowie całowali z poszanowaniem, który wielu ludziom kojarzył się z nadzieją, ze zbawieniem, z męką Chrystusa, z czymś świętym, godnym, żeby cierpieć i nie dać go zbezcześcić nam, tak często nie mówi nic? Można go kupić wszędzie: na odpustach, jarmarkach w sklepach różnego gatunku. Kolejny przedmiot, ozdóbka, którą nawet Ci, którzy w Jezusa nie wierzą uwieszają na swoich szyjach, uszach, rękach.....
Czym jest dla Ciebie krzyż? Czy i jak czynisz krzyż na swoim ciele każdego ranka, wieczora? Czy wstydzisz się go i machasz tylko ręką dla spokojnego sumienia tak, jakby Ci natrętna mucha przelatywała koło nosa, czy jesteś dumny, że jesteś CHRZEŚCIJANINEM i czynisz ten znak w świadomości, co ON oznacza, z poszanowaniem i czcią....
Jak można poradzić sobie z Krzyżem codzienności nie wiedząc co ON oznacza i nie mając GO w poszanowaniu? Czy byłbyś gotowy bronić KRZYŻA, kiedy przyjdą i zapytają Cię o Twoją wiarę przystawiając Ci pistolet do głowy?





A czym dla mnie jest KRZYŻ?
wtorek, 12 lutego 2008






"Bóg jest, a mimo to ludzie sądzą,
że trzeba Go szukać, bo trudno im się pogodzić z tym,
że zycie jest aktem wiary."






Paulo Coelho "Weronika Postanawia Umrzeć"






piątek, 08 lutego 2008
Poprowadzi ślepych drogą...
"(...) i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno" (Mt17)

"osobno" i "zaprowadził" - dwa słowa, które zwracają szczególną uwagę (przynajmniej moją) w tym fragmencie Ewangelii św. Mateusza. Dlaczego "zaprowadził"?

Człowiek - uparta istota, pełna wygórowanych ambicji, stara sie iść przez życie sama. Czasem zdaje nam sie nawet, że to my jesteśmy Bogiem, że nasze szczęście tylko od nas zależy, ze inni powinni nam się kłaniać w pas, a my sami nic nie musimy. Jednak już pierwszy upadek, pierwsze niepowodzenie pokazuje nam, że pod tą górę, jaką jest nasze życie, wcale nie jest tak łatwo iść. Być może własnie dlatego, że ktoś próbował pokonać tę stromą trasę sam, potknął się tak bardzo, ze nie potrafił wstać i stąd te samobójstwa, narkotyki... Można iść z drugim człowiekiem - zawsze prościej, można sie podeprzeć na ramieniu, złapać za rękę, ale nie zapominajmy, że to zawsze jest drugi, ale jednak CZŁOWIEK - równie slaba istota jak my sami. Co się stanie, jeśli i on się potknie? - Oby dwoje stoczymy się w dół. Jest jeszcze jedno, najlepsze wyjście: iść z Jezusem, który tylko czeka na zaproszenie do tej wspaniałej wędrówki. On się nie potknie! On już raz przebył tą drogę przez życie, już zna wszelkie niebezpieczeństwa, przeszkody... To jest ta róznica, która sprawia, że powierzenie drogi Jezusowi jest o wiele bezpieczniejsze niż powierzenie naszej wędrówki drugiemu czlowiekowi. Jest jeszcze jedno, oprócz tego, ze Jezus jest czowiekiem jest przede wszystkim Bogiem, który nie zaznał grzechu - nie potknął się i nie potknie. Tak więc Jezus moze nas bezpiecznie zaprowadzić na tą wysoką górę. W swojej książce pt "Dno" Marcin Jakimowicz opisuje pięknie calą tą sytuację, w której Jezus stojący obok swojego Ojca na górze zdejmuje swoje szaty i schodzi to ubrudzonego błotem człowieka, aby go wnieść na szczyt. Ochlapane ubranko nieszczęsnego stworzenia drapie mu plecy, na których go niesie. Kiedy osiągają cel, Ojciec przytula Jezusa a wraz z Nim człowieka, który jest nadal do Niego "przyklejony". Ot prawda o ludzkiej slabości a jednocześnie mocy w Chrystusie Jezusie.
Jezus jest gotowy zaprowadzić nas na górę, na górę, na której już nie bedzie cierpień ani łez. W Ewangelii św. Marka była to góra, na której Apostołowie zobaczyli "rąbek nieba". Ujrzeli Chrystusa w białych szatach, Mojżesza i Eliasza, oraz usłyszeli głos Ojca. Jezus, każdego z nich zaprowadzał na tą górę osobno? Dlaczego nie razem? Przeciez tak byłoby prościej, oszczędniej - nie marnowaliby czasu. Myślę, ze było to potrzebne po to, by każdego z nich odpowiednio przygotować na to "spotkanie z niebem". Każdy z nas potrzebuje indywidualnego prowadzenia, bo każdy z nas jest inny i Jezus doskonale o tym wie. On ma czas dla każdego! Prowadzi nas osobno, abyśmy już razem mogli stworzyć prawdziwie BOŻĄ wspólnotę w Nim samym.

Dajmy się poprowadzić - nie tylko w czasie Wielkiego Postu.
środa, 06 lutego 2008
DO nieba nie chodzę!
"Do nieba nie chodzę, bo jest mi nie po drodze!" - DLaczego Szymon Wydra wybrał a kurat taki zestaw słów do refrenu jednej z bardziej znanych piosenek, jakie śpiewa? Czy powodem tego był jedynie idealnie brzmiący rym?

Myślę, że ta piosenka ma głębszy sens. "Do nieba nie chodzę..." Niebo nie jest miejscem, do którego się "chodzi" ot tak, jak do sklepu, do kina czy teatru. Jest to miejsce święte, do którego trzeba mieć swego rodzaju bilet, ale nie taki, jak na nowy film w kinepolis czy jak w operze poznańskiej na "Halkę", na ten bilet, trzeba sobie całe życie zapracować. I tak, jak możemy, jeśli nam się spodoba, pójść powtórnie na dany film, powtórnie kupić bilet i wydać pieniądze, tak nie można drugi raz kupić biletu do nieba, bo żyje się przecież tylko raz. Dalsze słowa brzmią "..bo jest mi nie po drodze..." Święta prawda. Po drodze mamy coś, co jest mniej ważne od celu naszej wędrówki. Idąc do Kościoła, po drodze możemy wstąpić po koleżankę. Niebo, nie jest nam po drodze, bo jest ono na końcu drogi, na końcu trasy, jaką stanowi nasze życie. To, jak będziemy przyjmowali wszystko, co "po drodze", może zaważyć o tym, czy dotrzemy do tego upragnionego, niebieskiego celu.
Dziś, rozpoczynamy Środą Popielcową Wielki Post. Myślę, że to, co napisałam powyżej jest jak najbardziej na temat. Podczas tych 40 dni warto sobie uświadomić jakie są nasze priorytety, co jest naszym głównym celem, a co powinno być tylko czymś "po drodze".

Życzę wszystkim wytrwałości w postanowieniach, radości ("kiedy zaś pościcie, nie bądźcie smutni jak obłudnicy" (Mt6,16) i nadziei, bo tylko z nią ten Wielki Post ma sens!



poniedziałek, 28 stycznia 2008
KFDM - Warszawa

 „Wyzwolić moc świadectwa”, to hasło tegorocznego Krajowego Forum Duszpasterstwa Młodzieży, które odbyło się w domu formacyjno-rekolekcyjnym na Warszawskich Bielanach w dniach od 25 – 27 stycznia 2008r. W tym czasie reprezentanci 31 diecezji polskich, w tym naszej, zebrali się by wspólnie wymienić się doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat stanu duszpasterstwa młodzieży w Polsce.

Głównym zagadnieniem, na które staraliśmy się znaleźć odpowiedź podczas tegorocznego KFDM było pytanie:, „dlaczego Kościół traci młodzież?” Staraliśmy się też znaleźć sposób na wykorzystanie Internetu w pracy duszpasterskiej. Została przedstawiona inicjatywa utworzenia nowego portalu katolickiego: „opoka młodych” oraz plan pracy duszpasterskiej na ostatni już etap przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Sydney, który został podzielony na 3 etapy tak samo, jak plan spotkania w Warszawie:

- Ja i Chrystus

- Ja i wspólnota

- Ja i świat

W tej duchowej drodze w sposób szczególny ma nam towarzyszyć Św. Paweł Apostoł, który sam doświadczył tych 3 niesamowitych etapów na swojej drodze życia, kiedy spotkał Jezusa na drodze do Damaszku i został przez Niego zdobyty (Flp3,12), kiedy dołączył do wspólnoty Kościoła i umocniony przez Ducha Świętego wyruszył „aż na krańce ziemi”, by dawać świadectwo Prawdzie. Forum uświadomiło nam, że i my powinniśmy naśladować Pawła w tej duchowej drodze: oddać siebie Jezusowi i ruszać na „krańce”, na krańce naszych wspólnot, miejscowości, kraju – wszędzie tam, gdzie potrzebne jest świadectwo naszego życia, świadectwo o Chrystusie.

Forum w Warszawie pokazało na nowo, że Kościół to mozaika – mozaika wspólnot, grup, charakterów, osobowości. I takich kocha nas Chrystus – różnorodnych, ale nie poróżnionych! Ubogacające były świadectwa osób, które opowiadały o swoim miejscu w Kościele, o swojej pracy i trosce o zbawienie innych. Radość, entuzjazm i wspaniała, wynikająca z miłości szczerość ludzi dodawała skrzydeł i zapału do działania, do tego, żeby się nie poddawać, żeby robić jeszcze więcej, bo przecież warto!

W skład przedstawicieli diecezji Gnieźnieńskiej wchodzili: ks. Radosław Orchowicz, Anna Wierzbicka, Monika Kubaszak i Magda Bartkiewicz. Z Warszawy wszyscy wyjechaliśmy ubogaceni, pełni zapału i nowych koncepcji. Oby ten zapał i chęć działania nie wypaliły się nigdy i mogły posłużyć rozwojowi Duszpasterstwa Młodych w naszej diecezji – ku chwale Pana.   

 

 

czwartek, 24 stycznia 2008
Uśmiech
Hmmmm z braku czasu dziś tylko tyle - tylko? Może aż? :) Spadek po koledze:


żeby stać sie świętym, trzeba unieś konciki ust do góry - to pierwszy krok i wielkie ułatwienie na drodze do świętości. Nie ma świętych smutnych - wybujałe historyjki o ponurych i zamyślonych wiecznie, nie potrafiących się śmiać świętych już nie są modne! Bóg chce nas radosnych, bo Bóg też ma na pewno poczucie humoru! :) A więc uśmiechaj się wbrew wszystkiemu, nawet, jeśli mieliby powiedzieć, ze jesteś "inny".

Ps.: Uśmiechnij się też czasem do mnie :)
17:31, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 stycznia 2008

- Wiesz, temu jednemu mężczyźnie chciałabym dać, tak zwyczajnie, tak
najzwyczajniej w świecie - jak podarek imieninowy czy urodzinowy - całe
moje życie. Bez reszty. Chciałabym być z nim i podróżować z nim, i czekać
na niego wtedy, kiedy nie mógłby mnie ze sobą zabierać. Chciałabym dla
niego utrzymywać dom w czystości i robić zapasy na zimę, kompoty,
konfitury, marynować grzyby, kwasić ogórki, butelkować szczaw, pomidory,
kisić kapustę Í inne wspaniałości. Chciałabym mu zrobić na drutach albo
na szydełku długi długi ciepły szalik i ciepły sweter, i ciepłe rękawiczki, i
ciepłą czapkę, i bardzo ciepłe skarpety, i w ogóle. Bo to tak jest, że dla
siebie, owszem, można coś tam zrobić, ale dla drugiego człowieka to już
można coś niesamowicie pięknego zrobić, wszystko. Wszystko, i, czy ja
wiem... może jutro zgaśnie słońce, przecież może; albo nam je przesłoni,
na zawsze, jakiś straszny potworny grzyb... Przeciec może. (fr. z opowiadania: "pokocham ją siłą woli" Stachury)

idealne....

sobota, 19 stycznia 2008
100 dni?
Przerażająca jest perspektywa tych "100" dni, które pozostaly do końca roku, do matury - czy ze wszystkim zdążę?
Jednak studniowka była... hmmm - udana? to chyba odpowiednie słowo. Ludziebawili się kulturalnie i co najważniejsze w sumie wszyscy się bawili! Pięknie było - wszyscy tacy odświętni, eleganccy i uśmiechnięci. Profesorowie radośni i sprzyjający uczniom (żeby tak na codzień było ;) Nóżki strasznie mnie bolą no ale nie próżnowałam i prawie cały czas byłam na parkiecie choć był moment kryzysu, gdzie zmęczenie bralo nade mną górę, ale dałam radę. Niezapomniany taniec z p. Winnowiczem - czekam z niecierpliwością na zdjęcia i płytę ze studniówki - mam nadzieję, ze mimo obaw wszystko wyjdzie dobrze!

Ps.: W tym miejscu dziekuję wszystkim dziewczynom z 3e, w szczególności Magdzie no i Alanowi, no i szczególne podziękowania dla mojego partnera (jeśli będzie czytał tę notkę) - rekord pobity - 20 obrotów pod rząd (zawrót głowy)


14:23, monika.palloti , Z serduszka :)
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Pallotyńskie Spotkanie Młodych 2008 w Ołtarzewie [ zobacz księgę | dopisz do księgi ] [